poniedziałek, 30 marca 2026

Lektura "Lektora"

 

Któregoś dnia, a było to ponad dwa miesiące temu, miałam ochotę na przeczytanie czegoś opowiadającego o romansie dwójki ludzi, których dzieliłaby duża różnica wieku - don't judge me. Polecono mi (chociaż może to za dużo powiedziane) lekturę "Lektora" (hihi). Czy jest to książka dobrze obrazująca wątek age gap? Zdecydowanie nie. Czy mimo to jest to dobra książka? Zdecydowanie tak. Dlaczego? Już Wam opowiadam!

Akcja powieści rozgrywa się w Berlinie około roku 1960. Głównym bohaterem książki jest (na początku) piętnastoletni chłopak o imieniu Michael. Całkowity przypadek sprawia, że wdaje się on w romans z o ponad dwadzieścia lat starszą kobietą, Hanną. Para romansuje ze sobą długo i intensywnie, a dziwnym aspektem związku (oczywiście oprócz faktu, że 36-letnia kobieta uwiodła piętnastolatka) jest to, że Michael... jest tytułowym lektorem, czyli czyta Hannie książki. Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że kobieta w pewnym momencie znika bez śladu. Michael próbuje jej szukać, idzie nawet do zakładu pracy, w którym była zatrudniona, ale dowiaduje się tylko, że odrzuciła proponowany jej awans i słuch po niej zaginął. Naturalnie chłopak ma złamane serce, ale próbuje dalej żyć, w końcu jest jeszcze młody. Idzie na studia prawnicze i... No właśnie.

"Lektor" jest książką dosyć znaną. Chociaż z drugiej strony, może bardziej znany jest film na jej podstawie, z Kate Winslet, Ralphem Fiennesem i kilkoma Oscarami na koncie. Jest to powieść nie tylko o tym, jak w prosty sposób uwieść piętnastolatka - taki żarcik.

Tak naprawdę romans to tylko tło. Tło opowieści między innymi o (przepraszam, teraz będą spoilery, nie da się opowiedzieć tego inaczej) moralności, poczuciu winy i wstydu tak zwanej aufzejerki, inaczej mówiąc nadzorczyni, w jednym z nazistowskich obozów koncentracyjnych. Historia jest trudna, co my, czytający w szkołach takie lektury jak "Zdążyć przed Panem Bogiem" czy "Inny Świat" wiemy bardzo dobrze. Z tym, że w tej książce poznajemy trochę inne realia - poznajemy historię młodej kobiety, która, pracując jako nadzorczyni, w "fabryce śmierci" próbowała mimo wszystko zrobić coś dobrego. Być może. Ponieważ Hanna się nie broni - nie wyprowadza nikogo z błędu podczas rozprawy sądowej ani po jej zakończeniu. I ponosi za to najwyższą karę.

"Lektor" opowiada o osobliwej miłości między dwójką ludzi, ale również o zbrodniach wojennych i o procesach rozgrywających się w Niemczech po drugiej wojnie światowej. Pokazuje je ze strony mi osobiście do tej pory nieznanej. Jednocześnie pokazuje to wszystko niejednoznacznie, pozostawiając czytelnika z wieloma pytaniami, nie udzielając niemal żadnej odpowiedzi.

Jest to książka ważna dla zrozumienia realiów tamtych czasów. Nie jest to jednak lektura w żaden sposób rozgrzeszająca osoby pracujące jako nadzorczynie w obozach koncentracyjnych. Może tylko pokazująca ich punkt widzenia, choć trochę.

Podsumowując: nie podchodźcie do niej jak do romansu, a bardziej jak do książki opowiadającej o moralności, rozliczeniu z przeszłością. Ale podchodźcie do niej, bo warto.

poniedziałek, 23 marca 2026

Internecie, bądź dla mnie łaskawy, czyli...


Nie pisałam recenzji od 10 lat. Naprawdę! W maju minie 10 lat, odkąd na tym blogu pojawił się mój ostatni tekst. Tak więc... here we go again.

Pozycja, o której chcę opowiedzieć, to moje największe zaskoczenie ostatnich miesięcy. Została wylosowana jako książka marca w naszym małym discordowym klubie. Niepozorna, ciężka do kupienia, krótka powieść o rosyjskich polarnikach, transportujących zapasy z jednej bazy na Antarktydzie do drugiej. Wiem, co myślicie. Miałam tak samo, daję słowo. Tymczasem, kiedy już przebrniemy przez wstęp i kilka późniejszych stron, okazuje się, że historia wciąga nas coraz bardziej. Okazuje się, że książka, którą postrzegaliśmy jako kolejne stare rosyjskie dyrdymały o niczym, opisuje losy ludzi, które zaczynają nas interesować. Okazuje się, że... czyta się to jak najlepszy thriller.

W opisywanej wyprawie bierze udział dziesięcioro ludzi. Dziesięcioro doświadczonych przez życie mężczyzn, a każdy ze swoim bagażem doświadczeń, swoimi rozterkami, myślami i demonami. Wszystko, co może pójść nie tak, właśnie tak idzie. Wyprawa wyrusza za późno, przez co nie wszyscy decydują się w niej uczestniczyć. Przez niedopatrzenia na wielu płaszczyznach, w czasie podróży jej uczestnicy na każdym kroku muszą podejmować ryzykowne decyzje, niemalże jak MacGyver robić coś z niczego. Co chwilę autor serwuje nam historie i przemyślenia różnych bohaterów, sprawiając, że możemy choć trochę poznać każdego z nich. Przeplata to opisami ekstremalnie ciężkich warunków atmosferycznych, temperatury, której po prostu nie sposób sobie wyobrazić. Czujecie się zachęceni?

 "72 stopnie poniżej zera" Władimira Sanina to nie tylko opowieść o mrożącej krew w żyłach przeprawie. To również historia o męskiej przyjaźni, zaufaniu, ale chyba przede wszystkim o tym, że każdy z nas ma swoje zobowiązania, przeszłość, motywacje. Napisana wiele lat temu, ale pod względem zobrazowania ludzkiej psychiki myślę, że bardzo aktualna.

Książka zdecydowanie niedoceniana, bardzo dziwię się temu, że do tej pory nie było jej drugiego wydania. Naprawdę, naprawdę polecam.