sobota, 7 lipca 2012

Emily Brontë, Wichrowe Wzgórza

Kiedy sięgałam po tę książkę, nie myślałam nawet o tym, iż proza drugiej z sióstr Brontë będzie się aż tak różniła od prozy tej pierwszej. Powieść figuruje jako klasyk romansu, jednak czystego, klasycznego romansu trudno byłoby się tu doszukiwać.

Emily w swojej książce przedstawia losy Heathcliffa, sieroty znalezionej na ulicy, przygarniętej przez pana Earnshawa. Chłopiec wychowuje się z Katarzyną, do której z czasem bardzo się przywiązuje. Mimo dobrych relacji z dziewczynką, jest ciągle szykanowany ze względu na swe (niewiadome) pochodzenie.

Historia Heathcliffa jest tragiczna i bardzo dziwna. Autorka nie przedstawia nam jej w klasyczny sposób, bowiem posługuje się tu retrospekcją. Powieść można podzielć na trzy części, ze względu na prowadzoną narrację. Na początku poznajemy pana Lockwooda, pierwszego i zarazem ostatniego narratora, dzierżawcę Drozdowego Gniazda (posiadłości Heathcliffa). Narracja ta prowadzona jest bardzo sprawnie, z dużym humorem. Ta część historii podobała mi się najbardziej, mimo iż w ogóle nie rozumiałam zachowania głównego bohatera. Druga część to opowieść niegdysiejszej pokojówki Katarzyny. Jak to na starszą kobietę przystało, pani Dean opowiada rozwlekle, nie do końca trzyma się chronologii, a przez jej dygresje łatwo się pogubić. Jest ona jednak naocznym świadkiem wszystkich szaleństw, jakich udziałem był Heathcliff, toteż pan Lockwood słucha jej bardzo uważnie. W ostatniej części narratorem znów jest dzierżawca, który domyka kompozycję klamrową powieści.

Jak już wspomniałam, "Wichrowe Wzgórza" nie są klasycznym romansem. Nie ma tu tego romantycznego nastroju, który towarzyszył nam przy zgłębianiu "Dziwnych losów Jane Eyre". Zamiast niego jest nastrój grozy i złowieszczej tajemnicy. Jedną cechę powieści dwóch sióstr Brontë mają wspólną - i Charlotte, i Emily wplatają w swoje historie chorobę psychiczną. Co prawda u tej pierwszej nie jest to główny wątek, a u drugiej nie mamy pewności, czy możemy to nazwać chorobą, jednak chyba nikt, kto przeczytał "Wichrowe Wzgórza", nie powie, że nie było w nich szaleństwa. Bo może jest to opowieść o miłości, jednak uczucie to jest szalone i opętańcze i w niczym nie przypomina szczęścia, jakie powinna odczuwać osoba kochająca i kochana.

A co mi się nie podobało? Jak już wspomniałam, narracja pani Dean była momentami zbyt rozwlekła. Poza tym główny bohater ze swoją toksyczną miłością naprawdę mnie przerażał. Niestety nie takiej historii spodziewałam się, kiedy sięgałam po "Wichrowe Wzgórza", więc rozczarowanie po przeczytaniu tej książki również wpłynęło na jej ocenę.

Książkę polecam miłośnikom gatunku, z zastrzeżeniem, iż nie jest to klasyczny romans. Moim zdaniem trzeba zgłębiać nie tylko te czyste formy, ale też powieści, które w pewien sposób wyłamują się z ram gatunku.

8 komentarzy:

  1. No cóż, jest to proza raczej specyficzna, dlatego wiem, że nie do każdego trafia. Pamiętam, że mnie ta książka ujęła od początku do końca, ale miało to miejsce jakieś 10 lat temu i może dziś spoglądałabym na nią nieco inaczej. Niemniej, jestem miłośniczką prozy sióstr Brontë i wciąż będę zachęcać do czytania ich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie przestanę ich czytać :) Na pewno sięgnę po inne powieści sióstr, bo mimo wszystko jestem ciekawa tych historii.

      Usuń
  2. Przed pierwszym czytaniem nasłuchałam się tyle dobrych opinii, że cudów się spodziewałam... niestety ksiażka do mnie nie trafiła. Mistrzostwem romansu w wykonaniu sióstr B jest dla mnie Jane Eyre, a teraz zabieram się za "Lokatorkę" więc konkurs trwa. Villett to ksiązka która mnie pokonała, zresztą podobno to nie romans

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co prawda opinii się nie nasłuchałam, ale od dawna chciałam to przeczytać. Zgubiło mnie chyba przeświadczenie, że dwie siostry będą pisały podobnie, jeśli nie tak samo...

      Usuń
  3. Moim jednym z wakacyjnych postanowień jest zapoznanie się z klasyczną klasyką ;) "Wichrowe wzgórza" oczywiście w najbliższych planach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, klasykę wypada znać! :)

      Usuń
  4. Zobaczymy. Chociaż czytałam wiele pochlebnych opinii więc może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam Ci rację, książka nieco wybiega poza ramy, to nie klasyczny romans, no i bardzo dobrze. Chociaż w sumie prawda jest taka, że spodziewałam się naprawdę czegoś innego i się zawiodłam. Przez to też moja ocena nie była za wysoka. Niemniej i tak nie żałuję, iż książkę przeczytałam, w końcu to klasyka, a taką warto znać.

    OdpowiedzUsuń