piątek, 20 stycznia 2012

Zaleszczotki, czyli najlepsi przyjaciele czytelników

Dzisiejszy wpis będzie gościnny i nie będzie poświęcony recenzji. Mimo wszystko zapewniam, iż będzie równie ciekawy (lub jeszcze ciekawszy).

Do napisania skłonił mnie fakt, iż zapewne nie każdy z odwiedzających wie, co za kuriozalne stworzenie wdarło się na blogowe logo i dlaczego majstruje przy jego nazwie.

Jestem prawie pewien, że bardzo częstą reakcją na jego widok było jak najbardziej pochopne i mylne „fuj!”. Postaram się Wam w tej krótkiej notatce zobrazować czym owy maluch zasłużył sobie na tak zaszczytną posadę jak strażnik nazwy i dlaczego powierzono mu akurat książkę.

Okaz widoczny na logo to nic innego jak przedstawiciel zaleszczotków, małych pajęczaków, należących do rzędu Pseudoscorpionida. Często nazywany Nibyskorpionem w związku z dużym podobieństwem do swojego dalekiego kuzyna. Największymi różnicami są jednak brak „ogona”, czyli tak zwanej metasomy oraz rozmiar tego żyjątka (1-8 mm!*). Jego największym atrybutem i codziennym narzędziem oraz bronią są – jak pewnie zauważyliście – szczypce.

Zaleszczotki wolny czas spędzają w ściółkach leśnych, w glebie lub pod korą drzew (np. obumarłych sosen). Jednak... część gatunków przejawia silny synantropizm (oznacza to, że zamieszkują domostwa człowieka oraz ich okolice) i spotkać je możemy wśród książek! Jaka jest ich rola? Oczywiście jak najbardziej pożyteczna. Dlaczego? Otóż dzieje się tak, ponieważ stare, np. archiwalne zbiory często atakowane są przez pasożyty zwane psotnikami lub gryzkami (cóż za adekwatne nazwy!). Są to bardzo drobne owady, które jednak mogą przysporzyć bibliotekarzom nie lada kłopotu. Gdy już pojawi się jeden osobnik – będzie ich więcej. Owe monstra rozmnażają się partenogenetycznie – czyli bezpłciowo, co daje ich oddziałom niezłe zabezpieczenie na polu walki o księgozbiór. Ponieważ gryzki żywią się pokarmem roślinnym, a także szczątkami organicznymi – których sporo jest w grzbietach starych książek, wśród kleju i nici używanych do ich zszywania – czy nawet celulozą, ich ofiarami padają książki, które są przez nie niszczone zupełnie bez pardonu.

I tutaj właśnie wkraczają nasi książkowi strażnicy – drobniutkie zaleszczotki, których naturalnym pokarmem są między innymi książkowe psotniki, ratują ważne dla nas księgozbiory wkraczając niczym rycerze na... może nie rumakach, ale na muchach (lub innych lotnych owadach)! Nie wierzycie? Popatrzcie na zdjęcia**. Nibyskorpiony bardzo często korzystają z tego typu darmowego transportu. Podczepiają się na musze i w ten sposób błyskawicznie się przemieszczają. Zgaduję jedynie, że mogą mieć problem ze sterowaniem.




Podsumowując, jeżeli spotkamy któregoś z tych bibliotecznych bohaterów – oszczędźmy go, a może kiedyś odwdzięczy się nam ratując to, co kochamy, a niejeden z nas zbiera przez całe życie – książki.





Piotr

* Większość informacji pochodzi z podręcznika [Bezkręgowce, Cz. Jura, Warszawa
2002, s. 333] oraz z mojej głowy. :-)
** Zdjęcia nie są mojego autorstwa. Zostały pobrane z internetu.

8 komentarzy:

  1. O jaaaa! Ale słodkie! Ania namów Piotrka aby robił takie przerywniki, to ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co prawda wciąż mam wielką ochotę powiedzieć "fuj" na widok tych zdjęć, ale okaz w logo bardzo mi się podoba. Gratuluję ciekawego pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie są te stworki :D:D:D
    Niestety nigdy takiego nie widziałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W centrum miast ciężko zobaczyć. Bardzo często występują w ulach - zjadają roztocza. Łatwo również znaleźć je pod korą obumarłych drzew, ale to nie w tę porę roku :-)
      Poza tym... są potwornie małe, to kolejna rzecz która utrudnia ich obserwację.

      Usuń
  4. Hmm ale i tak ciśnie mi się na usta słowo-"Fuj..". Niestety mam fobie na punkcie wszystkich owadów-nawet tych pożytecznych. :P Ale pomysł na logo bloga doceniam- świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc wciąż masz szansę polubić zaleszczotki bo to nie owad, a pajęczak, który owady właśnie zjada! :p

      Usuń
  5. Przyznam, że znoszę pajęczaków, które wywołuję we mnie natychmiastowe obrzydzenie. A teraz mam dylemat, bo jak tu nie lubić stworka, który ratuje książkowe zbiory? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No proszę gdzie trafiłam! Zaleszczotki są pożyteczne i interesujące.

    OdpowiedzUsuń